Plecak, namiot, mapa, świt, Gdańsk już za mną znika w mig. Kciuk do góry, daję znak, Berlin wita, nudy brak. Rano Praga, Most Karola, potem Wiedeń woła mnie. Kto jest chętny, mnie podwozi, jadę dalej zwiedzać świat. Autostop, autostop, kawał świata, potem stop. Jedna mapa, tysiąc dróg, dzisiaj jadę, jutro znów. Autostop, autostop, plecak, namiot, lekki krok. Bez zegarka, bez pośpiechu, kciuk do góry, dużo śmiechu. Budapeszt nocą, światła i most, rano już dalej, bo drogi dość. Adriatyk błyszczy, chorwacki brzeg, namiot pod niebem, spokojny sen. Wenecja budzi się pośród mgieł, potem na zachód prowadzi mnie. Gdy Wieża Eiffla rozświetla noc, Paryż przede mną, więc ruszam wprost. Czasem deszcz zmoczy plecak i mnie, czasem gdzieś idę i nie wiem gdzie. Ktoś poda wodę, ktoś wskaże szlak, a ja z uśmiechem wyruszam w świat. Sto kilometrów, a czasem pięć, ktoś mnie podwiezie, albo i nie. Nieznany język i obcy świt, zawijam namiot i ruszam w mig. Autostop, autostop, kawał świata, potem stop. Jedna mapa, tysiąc dróg, dzisiaj jadę, jutro znów. Autostop, autostop, plecak, namiot, lekki krok. Bez zegarka, bez pośpiechu, kciuk do góry, dużo śmiechu. Autostop, autostop, kawał świata, potem stop. Jedna mapa, tysiąc dróg, dzisiaj jadę, jutro znów.